Co ten spray ma na etykiecie, czego o nim nie napiszemy i kiedy trzeba iść do dermatologa
Zacznijmy od opakowania, bo kupujący i tak je zobaczy. Na froncie butelki producent umieścił nazwę marki „VITALDROP”, nazwę produktu „TRICORE”, określenie postaci „TRICHO-LOTION” oraz pojemność. Jest tam także angielskie hasło o pobudzaniu wzrostu włosów. Tego zdania nie tłumaczymy i nie powtarzamy jako własnego twierdzenia: pobudzanie wzrostu włosów to dokładnie ten obszar, w którym kosmetykowi obiecywać nie wolno, a przepisanie hasła producenta na polską stronę sklepu zrobiłoby z niego nasze zapewnienie. Hasło istnieje, mówimy o tym wprost i na tym poprzestajemy.
Skład bierzemy z karty produktu przekazanej przez dystrybutora oferty, w nomenklaturze INCI. Ten sam wykaz i ta sama instrukcja stosowania — 3–4 spryskania suchej skóry głowy po każdym myciu, masaż od czoła ku potylicy, bez spłukiwania — figurują przy sprzedawanym w polskich aptekach preparacie Trichomist Forte. To ta sama receptura pod innym frontem, a nie nasze przypuszczenie; sprawdzenie w drugim, niezależnym źródle było potrzebne właśnie po to, żeby nie przepisać składu produktu tylko podobnie nazwanego. Na tylnej ściance butelki widocznej na filmie z opakowania wykaz jest wydrukowany po angielsku i zaczyna się tymi samymi pozycjami.
Teraz rzecz najważniejsza dla tej kategorii: oświadczeń zdrowotnych o włosach tu nie będzie i trzeba powiedzieć dlaczego. Unijny rejestr dopuszcza w sprawie włosów cztery składniki — biotynę, cynk, selen i miedź — w brzmieniu „pomaga zachować zdrowe włosy”, i to wyłącznie wtedy, gdy porcja niesie co najmniej 15 procent referencyjnej wartości spożycia. Żadnego z tych czterech składników w Tricore nie ma. Nie ma ich w wykazie INCI ani w jednej pozycji. Co więcej, rozporządzenie 1924/2006, które tymi oświadczeniami rządzi, dotyczy żywności, a Tricore jest kosmetykiem nakładanym na skórę — więc nawet gdyby któryś z tych czterech składników był w butelce, ta podstawa prawna i tak by tu nie działała. Kosmetyki rozlicza się z deklaracji na podstawie rozporządzeń 1223/2009 i 655/2013, a te wymagają dowodu na konkretne zdanie o konkretnym produkcie. Producent nie podaje ani stężeń, ani badania, więc nie mamy czego przytoczyć.
O składnikach mówimy zatem tylko tyle, czym są. Tymianek, mięta pieprzowa, skrzyp polny i pokrzywa to wyciągi roślinne — bez dopuszczonego oświadczenia, w dowolnej podstawie prawnej. Kolagen, keratyna i skrzyp, którymi ta kategoria handluje najczęściej, żadnego dopuszczonego oświadczenia nie mają; skrzyp jest w tym składzie i to nie zmienia o nim ani słowa. 7-dehydrocholesterol to prowitamina D3, czyli związek, z którego w skórze pod wpływem światła powstaje witamina D — nie jest to jednak witamina D podana z zewnątrz i nie przenosimy na niego żadnego oświadczenia przypisanego tej witaminie. Nikotynian metylu i kwas mrówkowy to substancje, które po nałożeniu mogą dać przemijające zaczerwienienie, ciepło lub mrowienie skóry; opisujemy je jako powód możliwego podrażnienia, a nie jako mechanizm działania na włosy. Troksyrutyna jest pochodną rutyny, cyklodekstryna nośnikiem, polisorbat 20 substancją ułatwiającą wymieszanie olejku z wodą.
Granica prawna i medyczna jest w tej kategorii jedna i biegnie ostro. Łysienie androgenowe i łysienie plackowate to choroby. Rozpoznaje je i prowadzi lekarz, najczęściej dermatolog, po obejrzeniu skóry głowy, trichoskopii i badaniach krwi, bo wypadanie włosów bywa też objawem niedokrwistości, choroby tarczycy czy niedoboru żelaza. Kosmetyk nie odwraca łysienia, nie „budzi” mieszków włosowych, nie zatrzymuje wypadania i nie zastępuje leczenia, które lekarz ma prawo zalecić. Jeśli włosy wypadają garściami, wypadanie postępuje, pojawiły się ogniska bez włosów albo zaczęło się nagle — to jest powód do wizyty u dermatologa, a nie do zamówienia kosmetyku, i odkładanie tej wizyty kosztuje tym więcej, im dłużej trwa.
Na koniec o materiałach reklamowych tego produktu, bo trafisz na nie w wyszukiwarce. Piszą o profesorze trychologii, o wyniku po 28 dniach, o włosach dłuższych o kilka centymetrów, o setkach nowych włosów i o zdjęciach „przed” i „po”. Żadnego z tych zdań nie przenosimy tutaj, w żadnej złagodzonej wersji, bo nie stoi za nimi ani jedno źródło, które dałoby się sprawdzić. Zostaje to, co zostaje: kosmetyk do skóry głowy, jawny wykaz INCI, jasna instrukcja użycia i brak podanych stężeń.