Skąd ta nazwa, czego kosmetyk nie zrobi z grzybicą i kiedy iść do lekarza
Zacznijmy od nazwy, bo to ona wprowadza w błąd najskuteczniej. „Dr. Merritz” jest nazwą handlową, a nie nazwiskiem. W miejscu, w którym prawo każe podać osobę odpowiedzialną za kosmetyk, kartonik wymienia spółkę: „Producer: VitalDrop Sp. z o.o., ul. Złota 7/1, 00-019 Warszawa, Polska”. Spółka istnieje i jest wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem 0001086237. Nikt o nazwisku Merritz tego preparatu nie firmuje, nie opracował go i nie sprawdzał tej strony — my także nie przedstawiamy jej nikomu do autoryzacji i nie powołujemy się na żadnego lekarza.
Skąd zatem lekarka? Z reklamy. W polskich materiałach promujących ten preparat występuje „dr Maria Chałbińska-Merritz”, opisana jako polska naukowczyni od dwudziestu lat pracująca w Zurychu, rzekoma wynalazczyni „bioaktywatora mykoseptycznego”. Te same strony drukują u dołu własne zastrzeżenie: „Niniejszy artykuł reklamowy jest oparty na fikcji, a wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób, miejsc lub wydarzeń jest czysto przypadkowe”. Postaci nie ma, wynalazku nie ma, a jedyne, co po nich zostaje, to nazwa na pudełku. Nie powtarzamy ani jej, ani niczego, co jej przypisano, i nie budujemy wokół tej nazwy żadnego autorytetu medycznego.
Teraz o tym, czym ten produkt jest w świetle przepisów. To kosmetyk, więc podlega rozporządzeniu 1223/2009 oraz rozporządzeniu 655/2013, które ustala wspólne kryteria dla oświadczeń o kosmetykach: zgodność z przepisami, prawdziwość, oparcie na dowodach, uczciwość, rzetelność i umożliwienie świadomej decyzji. Unijny rejestr oświadczeń zdrowotnych z rozporządzenia 1924/2006, na który powołujemy się przy suplementach diety, dotyczy żywności i tego preparatu nie obejmuje — dlatego nie znajdziesz tu zdań w rodzaju „witamina X pomaga w…”, choć w składzie są i biotyna, i octan tokoferylu.
I rzecz najważniejsza. Grzybica paznokci oraz grzybica skóry to choroby zakaźne wywołane przez grzyby — dermatofity, drożdżaki i pleśnie. Rozpoznaje je lekarz, zwykle na podstawie badania mykologicznego, czyli preparatu bezpośredniego i hodowli z materiału pobranego z płytki, bo z samego wyglądu paznokcia nie da się odróżnić zakażenia od łuszczycy paznokci, od urazu ani od zmian po lakierze hybrydowym. Leczy się je lekami przeciwgrzybiczymi, miejscowymi lub doustnymi, a leczenie trwa miesiącami, bo płytka musi odrosnąć na całej długości. Produkt kosmetyczny nie leczy grzybicy, nie zwalcza grzyba, nie działa przeciwgrzybiczo i nie zastępuje leczenia. Działanie przeciwgrzybicze jest z definicji działaniem produktu leczniczego — gdyby producent je deklarował, musiałby zarejestrować ten preparat jako lek. Nie zrobił tego i tego nie deklaruje.
Dlatego o składnikach piszemy dokładnie tyle, ile wiemy. W wykazie są dwie substancje wymienione w załączniku V do rozporządzenia 1223/2009, czyli na unijnej liście konserwantów dopuszczonych w kosmetykach: piroktonoloamina i diglukonian chlorheksydyny. Konserwant ma chronić sam kosmetyk, producent nie podaje przy nich ani stężenia, ani funkcji, w jakiej je dodał — i to zamyka sprawę. Nie przypisujemy im działania na paznokciu, nie sugerujemy go przez sąsiedztwo zdań i nie ratujemy się zwrotem „wiadomo, że…”. Tak samo traktujemy olejek z drzewa herbacianego i ekstrakt z kory dębu: mówimy, czym są, i na tym kończymy.
Co w takim razie wolno powiedzieć? To, co kosmetyk robi z wyglądem i kondycją płytki oraz skóry wokół niej. Mocznik zmiękcza zrogowacenia, hydrolizat białka pszenicy i octan tokoferylu są substancjami kondycjonującymi, a lakierowa baza zostawia na paznokciu gładką powłokę, która maskuje nierówności i ułatwia codzienną pielęgnację — spiłowanie, skrócenie, natłuszczenie skórek. Stężeń żadnego z tych składników producent nie publikuje, więc opisujemy ich rolę w formule, a nie obiecujemy wyniku. Żadnych zdjęć „przed i po”, żadnych procentów skuteczności i żadnej daty, w której coś ma się wydarzyć.
Do lekarza — dermatologa albo lekarza rodzinnego — idź wtedy, gdy paznokieć zmienia kolor na żółty, brunatny lub biały w plamy, gdy grubieje, kruszy się, odwarstwia od łożyska, gdy boli albo gdy zmiana przechodzi na kolejne paznokcie lub na skórę stóp. Nie odkładaj wizyty, jeśli chorujesz na cukrzycę, masz zaburzenia krążenia w kończynach albo neuropatię, jeśli przyjmujesz leki obniżające odporność lub jesteś po przeszczepieniu narządu: w tych sytuacjach nawet niewielka zmiana na stopie jest sprawą dla lekarza, a nie dla kosmetyku. Jeśli skóra wokół paznokcia jest zaczerwieniona, obrzmiała albo sączy, preparatu w ogóle nie nakładaj — producent odradza to wprost na kartoniku.
Na koniec drobiazg, który wypada powiedzieć, skoro mówimy o etykiecie do końca. Angielski podtytuł na froncie nie kończy się na słowach „regenerating conditioner for damaged nails”: jego dalsza część to hasło marketingowe producenta o właściwościach preparatu wobec drobnoustrojów. Nie tłumaczymy go, nie powtarzamy i niczego na nim nie budujemy. Producent nie przedstawia dowodów, których wymagałoby od niego rozporządzenie 655/2013, a nawet gdyby przedstawiał — ochrona kosmetyku przed drobnoustrojami i leczenie zakażenia grzybiczego to dwie zupełnie różne rzeczy, a tylko ta druga interesuje kogoś, kto ma grzybicę.