Czego producent nie podaje, dlaczego tego nie zmyślamy i kiedy trzeba iść do lekarza
Zacznijmy od tego, co widać na opakowaniu, bo kupujący i tak to zobaczy. Pod nazwą producent umieścił dwa własne hasła: „Reguluje poziom testosteronu” oraz „Wspomaga funkcje reprodukcyjne”. Cytujemy je raz, jako brzmienie producenta, i od razu mówimy, czym nie są: żadne z nich nie jest oświadczeniem zdrowotnym w brzmieniu dopuszczonym w Unii Europejskiej. Oświadczenie przysługuje konkretnemu składnikowi, nigdy marce — cynk ma oświadczenia dotyczące prawidłowego poziomu testosteronu we krwi i prawidłowej płodności, selen ma oświadczenie o prawidłowej spermatogenezie. Żeby ich użyć, trzeba by wiedzieć, że cynk albo selen w tym preparacie są i w jakiej ilości. Tego producent nie podaje, więc tych oświadczeń tu nie powtarzamy.
Pełnej receptury nie ma nigdzie. Etykieta, którą widzimy na zdjęciu, to front butelki: nazwa, kategoria, dwa hasła i liczba kapsułek. Siedem reklamowych stron tego preparatu wymienia natomiast pięć różnych zestawów — raz kadzidłowiec indyjski z pestkami dyni, raz buzdyganek z L-argininą i żeń-szeniem, raz witaminę E z imbirem i hibiskusem, raz palmę sabałową z korzeniem pokrzywy, buzdygankiem i maca, a w tym samym tekście jeszcze żurawinę z rumiankiem. Pięć sprzecznych wersji to nie pięć potwierdzeń, tylko pięć zgadywanek. Dlatego tabela składu na tej stronie jest pusta i taka zostanie, dopóki producent nie opublikuje receptury albo dopóki nie zobaczymy czytelnego zdjęcia tylnej ścianki opakowania.
Warto przy okazji wiedzieć, co te rośliny potrafią formalnie udźwignąć, gdyby jednak okazały się w składzie. Palma sabałowa (Serenoa repens), pestki dyni (Cucurbita pepo), korzeń pokrzywy (Urtica dioica) i likopen nie mają w unijnym rejestrze ani jednego dopuszczonego oświadczenia zdrowotnego. Można o nich powiedzieć, czym są — którą rośliną, którą jej częścią, w jakiej ilości — i na tym trzeba poprzestać. Nie wolno ich opisywać jako wpływających na gruczoł krokowy, i nie robi się tego również przez sąsiedztwo zdań ani przez zwrot „wiadomo, że…”.
Osobno i najmocniej: łagodny rozrost gruczołu krokowego oraz zapalenie gruczołu krokowego to choroby. Suplement diety nie ma właściwości leczniczych, nie cofa tych chorób i nie zmniejsza gruczołu — reklamy tego preparatu twierdzą co innego, a my tych zdań nie powtarzamy ani nie zastępujemy łagodniejszymi. Nie rozwijamy też i nie tłumaczymy nazwy handlowej: to nazwa marketingowa, a nie opis działania.
Objawy, które te reklamy przedstawiają jako powód do sięgnięcia po kapsułki — częstomocz, wstawanie w nocy, słaby strumień, trudność z rozpoczęciem mikcji, ból w podbrzuszu lub w kroczu, krew w moczu albo w nasieniu — są powodem do wizyty u lekarza, a nie do zakupu suplementu. Lekarz rodzinny albo urolog zleca oznaczenie PSA we krwi i wykonuje badanie palcem przez odbytnicę (per rectum), w razie potrzeby kieruje na USG. Dopiero te badania odróżniają łagodny rozrost od zapalenia i od raka gruczołu krokowego; z samych objawów odróżnić się ich nie da. Suplement diety nie zastępuje żadnego z tych badań i nie jest powodem, żeby je odkładać — a w tej akurat okolicy ciała odkładanie diagnostyki kosztuje najwięcej, bo zmiany wykryte wcześnie prowadzi się zupełnie inaczej niż wykryte późno.
Zostaje więc to, co zostaje: suplement diety w kapsułkach, 60 sztuk w butelce, o nieznanym składzie, w cenie 59 zł za pełne opakowanie. Suplement diety jest środkiem spożywczym, który uzupełnia codzienną dietę — tu jego rola się zaczyna i kończy.