Urfemin a oświadczenia zdrowotne: czego tu nie napiszemy
Unijne rozporządzenie 1924/2006 i oparty na nim rejestr dopuszczonych oświadczeń zdrowotnych rozstrzygają, o którym składniku i w jakim sensie wolno powiedzieć, że coś wspiera. Ani D-mannoza, ani ekstrakt z owoców żurawiny takiego oświadczenia nie mają. Dlatego opisujemy je wyłącznie jako to, czym są — cukier prosty i wyciąg z owocu — i nie przypisujemy im działania ani wprost, ani przez sąsiedztwo zdań.
Zapalenie pęcherza to choroba, którą rozpoznaje i prowadzi lekarz. Suplement diety jej nie leczy, nie skraca i nie zapobiega jej nawrotom, a Urfemin nie jest wyjątkiem od tej zasady. Jeśli pojawia się pieczenie przy oddawaniu moczu, ból podbrzusza, gorączka albo krew w moczu, potrzebna jest diagnoza i badanie moczu, a nie zamówienie w sklepie.
Producent nie publikuje pełnego, ilościowego składu tego preparatu. Na tylnej ściance buteleczki są sekcje „HOW TO USE”, „WARNINGS”, „CONTRAINDICATIONS”, „METHOD OF STORAGE” i „MANUFACTURER”, ale na zdjęciach opakowania, którymi dysponujemy, ich treść jest w większości nieczytelna. Nie zgadujemy jej. Etykieta i ulotka z zamówienia pozostają jedynym pełnym źródłem informacji o tym produkcie.
Nie przepisujemy też składu z reklam tego preparatu. Krążące w sieci opisy wymieniają zupełnie inne rośliny niż opakowanie, a trzy sprzeczne wersje składu to nie potwierdzenie, tylko trzy domysły. Opakowanie ma pierwszeństwo nad każdym opisem reklamowym, także wtedy, gdy zostaje po nim mniej do napisania.
Na froncie etykiety producent umieścił jeszcze jedno angielskie hasło marketingowe. Nie ma ono odpowiednika w unijnym rejestrze oświadczeń zdrowotnych, więc go nie tłumaczymy i nie powtarzamy — ani jako cytatu, ani jako obietnicy.