Skąd wzięliśmy skład, dlaczego nie ma przy nim oświadczeń i gdzie kończy się rola suplementu
Zacznijmy od tego, skąd w ogóle wiemy, co jest w środku, bo w tej kategorii to pytanie nie jest formalnością. Opakowanie, którym dysponujemy, pokazuje wyłącznie front butelki: nazwę „PRIME MAN”, słowa „SUPLEMENT DIETY” i rysunek. Tylnej ścianki nie widać na żadnym ze zdjęć — ani na pakszocie, ani na pozostałych ujęciach, gdzie butelkę trzyma się w dłoni frontem do obiektywu — a tam właśnie drukuje się tabelę składu. Wykaz pięciu składników, liczba kapsułek i porcja dzienna pochodzą więc nie z etykiety, lecz ze specyfikacji preparatu przekazanej przez podmiot, który go sprzedaje. Podajemy to wprost, bo „z panelu informacyjnego opakowania” i „z opisu producenta” to dwie różne rzeczy i czytelnik ma prawo wiedzieć, którą dostaje.
Materiały reklamowe tego preparatu podają skład inaczej, i dlatego ich nie przepisujemy. Jedna ich grupa buduje całą opowieść wokół grzyba Phallus impudicus, czyli sromotnika bezwstydnego, i nazywa go podstawą receptury. Druga wymienia cztery pozycje: buzdyganek, cynk, L-argininę i wyciąg z żeń-szenia — z magnezu i maca rezygnuje, żeń-szeń natomiast dokłada. Trzy wzajemnie sprzeczne wersje to nie trzy potwierdzenia, tylko trzy domysły, a te same strony niosą wymyślonych specjalistów, procentowe wyniki „badań” i odliczany czas promocji. Do tabeli składu weszła wyłącznie specyfikacja producenta; sromotnika, żeń-szenia ani granatowca w niej nie ma, więc nie ma ich i tutaj.
Teraz o tym, czego przy tych składnikach napisać nie wolno, i dlaczego akurat tutaj to boli. W Unii Europejskiej oświadczenie zdrowotne przysługuje konkretnemu składnikowi, nigdy nazwie handlowej, i tylko w brzmieniu wpisanym do rejestru prowadzonego na podstawie rozporządzenia o oświadczeniach żywieniowych i zdrowotnych. Cynk ma w tym rejestrze dwa wpisy, które w tej kategorii są jedynymi realnie dostępnymi: pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu testosteronu we krwi oraz pomaga w prawidłowej płodności i prawidłowym rozrodzie. Magnez ma własne, dotyczące między innymi zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia. Żadnego z nich na tej stronie nie postawimy, bo oświadczenia wolno użyć dopiero wtedy, gdy porcja dzienna niesie znaczącą ilość składnika — czyli co najmniej piętnaście procent jego referencyjnej wartości spożycia. Producent nie podaje przy cynku ani przy magnezie żadnej liczby, więc nie wiemy, czy ten próg jest przekroczony. Przytaczamy brzmienie tych zdań tylko po to, żeby powiedzieć, czego nie twierdzimy; samo założenie, że skoro producent deklaruje pierwiastek, to ilość musi być znacząca, jest rozumowaniem, a nie liczbą, i nie zastępuje etykiety.
Pozostałe trzy pozycje nie mają dopuszczonego oświadczenia w ogóle, więc o nich da się powiedzieć tylko, czym są. L-arginina to aminokwas obecny w codziennej diecie, najwięcej jest go w mięsie, rybach, orzechach i nasionach. Pieprzyca peruwiańska, w handlu znana jako maca (Lepidium meyenii), to roślina z rodziny kapustowatych uprawiana w peruwiańskich Andach dla bulwiastego korzenia, na miejscu jadanego jak warzywo. Buzdyganek naziemny (Tribulus terrestris) to roślina zielna z rodziny parolistowatych, w reklamach występująca też pod nazwą tribulus. Tyle. Nie przypisujemy im działania ani wprost, ani przez sąsiedztwo akapitów, ani zwrotem „wiadomo, że…”.
Warto też wiedzieć, że Prime Man stoi na półce, na której kilka preparatów dzieli jedną recepturę pod różnymi nazwami. Zestaw z cynkiem, L-argininą, maca i buzdygankiem powtarza się w tym katalogu pod co najmniej dwoma innymi szyldami, tam z piątą pozycją w postaci wyciągu z owocu granatowca i z pełną tabelą miligramów odczytaną z tylnej ścianki. Kusiłoby przenieść tamte liczby tutaj i mieć skład z gramaturą. Nie zrobiliśmy tego: specyfikacja Primemana wymienia na piątym miejscu magnez, nie granatowiec, a zbieżność czterech pozycji z pięciu to nie jest ta sama receptura. Cudze miligramy przy cudzym składniku byłyby na tej stronie liczbą wziętą z powietrza.
I rzecz najważniejsza, bo rozstrzyga, czym ta strona jest, a czym nie jest. Zaburzenia erekcji to jednostka chorobowa i rozpoznaje ją lekarz, nie strona internetowa. Przyczyna bywa naczyniowa, hormonalna, metaboliczna albo polekowa, a każda z nich prowadzi do innego postępowania — bywa też, że problem z erekcją jest pierwszym sygnałem choroby, która o sobie jeszcze inaczej nie dała znać. Suplement diety nie leczy zaburzeń erekcji, nie zastępuje leków przepisanych przez lekarza i nie działa tak jak one. Nie podamy żadnego terminu, w którym cokolwiek miałoby nastąpić, ani minut, ani tygodni; nie zestawimy tego preparatu z żadnym lekiem na receptę i nie przytoczymy procentu skuteczności, bo nikt takiego badania nie przeprowadził. Nie powołamy się też na urologa — reklamowanie suplementu diety autorytetem lekarza jest w Polsce niedozwolone, a nazwiska w materiałach tej kampanii są wymyślone. Jeśli problem się utrzymuje, właściwym adresem jest gabinet lekarski, a nie formularz zamówienia.