Skąd mamy ten skład i co wolno o nim napisać
Ten produkt przyszedł do nas bez jednej strony sprzedażowej, więc skład wzięliśmy ze strony producenta, firmy Pharmate, i zestawiliśmy go z fotografią opakowania. Producent wymienia: hydrolizat kolagenu rybiego, celulozę jako substancję wypełniającą, żelatynę jako składnik otoczki kapsułki, cholekalcyferol, sole magnezowe kwasów tłuszczowych jako substancję przeciwzbrylającą i dwutlenek krzemu. Na lewym panelu naszego zdjęcia butelki widać koniec tego samego wykazu — czytelne są fragmenty „…gnesium” i „…silicon”, czyli dwie ostatnie pozycje, a wyżej słowo „capsule”. Nasz pakszot ma 396 pikseli szerokości: tabela z gramaturą jest na nim widoczna, ale cyfr w niej nie odczytamy i ich nie zgadujemy.
Oświadczenie zdrowotne wolno w Unii Europejskiej przypisać wyłącznie konkretnemu składnikowi wpisanemu do rejestru prowadzonego na podstawie rozporządzenia 1924/2006, i tylko wtedy, gdy porcja zawiera znaczącą ilość tego składnika, czyli co najmniej 15% wartości referencyjnej. Producent podaje dla witaminy D liczbę, którą da się z tym progiem porównać: 200% referencyjnej wartości spożycia w porcji dziennej. To dwukrotność odniesienia, więc oświadczenia dla witaminy D wolno tu wykorzystać — i przypisujemy je witaminie, nie marce.
Kolagen takiego wpisu nie ma. Oświadczenie, które w rejestrze dotyczy kolagenu, brzmi „witamina C pomaga w prawidłowej produkcji kolagenu w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania chrząstki i kości” — i jest przypisane witaminie C, a nie kolagenowi. W tej formule witaminy C nie ma, więc tego zdania tutaj nie użyjemy, choć na innej etykiecie byłoby na miejscu. Hydrolizat kolagenu rybiego opisujemy więc jako to, czym jest, i nie przypisujemy mu działania ani wprost, ani przez sąsiedztwo zdań, ani zwrotem „wiadomo, że…”.
Osobno i najmocniej: choroby stawów są chorobami. Rozpoznaje je i prowadzi lekarz, na podstawie badania i wyników. Suplement diety nie ma właściwości leczniczych, nie leczy tych chorób i nie odbudowuje chrząstki stawowej — niezależnie od tego, jaki składnik ma w środku. Ból stawu, obrzęk, sztywność poranna albo uraz to powód do wizyty u lekarza, a nie do zamówienia suplementu. Producent na własnej stronie pisze o chrząstce stawowej; takiego oświadczenia w rejestrze nie ma, więc tych zdań nie powtarzamy ani nie zastępujemy łagodniejszymi.
Na froncie butelki jest też angielskie hasło o kolanach i stawach. To hasło producenta, a nie dopuszczone oświadczenie zdrowotne — nie tłumaczymy go i nie powtarzamy. Z etykiety przytaczamy tylko to, co neutralne: markę Pharmate, nazwę My Collaxin i oznaczenie „Dietary supplement”, czyli suplement diety.
Warto wiedzieć jeszcze jedno, zanim porówna się tę stronę z innymi. W polskich wynikach wyszukiwania krążą pod tą nazwą co najmniej trzy różne składy: jeden z peptydami kolagenu wołowego, witaminą C, biotyną, czarcim pazurem i arniką, drugi z kolagenem typu II, glukozaminą, chondroityną i boswellią, trzeci zgodny z wykazem producenta. Te strony wyglądają jak sklepy albo kliniki, podają przekreślone ceny, wymyślone opinie i nazwiska lekarzy. Żadnego z tych dodatkowych składników nie ma ani u producenta, ani na etykiecie — nie przenieśliśmy stamtąd ani jednego zdania, ani jednej liczby.