Dlaczego przy tym składzie nie stawiamy ani jednego oświadczenia zdrowotnego
Zacznijmy od tego, co na pudełku naprawdę jest. Boczna ścianka Insulevelu nosi tabelę z czterema rubrykami — nazwa składnika, zawartość w jednej kapsułce, zawartość w dwóch kapsułkach i procent referencyjnej wartości spożycia — a pod nią pełny wykaz składników i przypis odsyłający do rozporządzenia (UE) nr 1169/2011. Sześć wierszy tabeli to wyciąg z liści gymnemy, wyciąg z kory cynamonu, wyciąg z korzenia salacii, inulina z korzenia cykorii, kwas alfa-liponowy i chrom w postaci pikolinianu. Rubryka z procentem RWS jest wypełniona tylko przy ostatnim wierszu; przy pięciu pozostałych stoi kreska, bo dla wyciągów roślinnych i dla kwasu alfa-liponowego żadna wartość referencyjna nie istnieje.
I teraz rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost, bo decyduje o całej tej stronie. Liczb z tej tabeli nie da się odczytać. Zdjęcia dołączone do oferty pokazują pudełko z odległości, przy której nazwy wierszy jeszcze się rozróżnia, a cyfry w kolumnach rozmywają się w szarą plamę — powiększanie dokłada pikseli, nie informacji. Nie drukujemy liczb, których nie umiemy przeczytać, a zgadywanie miligramów na stronie o poziomie cukru we krwi byłoby najgorszym możliwym pomysłem. Dlatego przy każdym składniku piszemy, czym jest, i na tym kończymy.
Konsekwencja jest twarda i dotyczy chromu. Chrom ma w unijnym rejestrze oświadczeń zdrowotnych własne wpisy, a producent wydrukował jeden z nich na ściance, po angielsku: „Chromium contributes to the normal metabolism of macronutrients and the maintenance of normal blood glucose concentrations”. Przytaczamy to zdanie raz, bo widnieje na opakowaniu, które kupujący dostanie do ręki, i udawanie, że go tam nie ma, byłoby zatajaniem. To sformułowanie producenta, nie nasze. Oświadczenia o chromie wolno bowiem użyć dopiero wtedy, gdy porcja dzienna dostarcza znaczącą ilość tego pierwiastka — co najmniej 15% referencyjnej wartości spożycia, czyli 6 µg z 40 µg przyjętych dla chromu w Unii. Tabela najprawdopodobniej tę liczbę podaje. My jej nie widzimy, więc nie mamy prawa powtórzyć zdania, do którego dopiero ona dawałaby tytuł.
Na tej samej ściance są jeszcze dwa zdania — o gymnemie i o cynamonie. Tych nie przytaczamy i nie tłumaczymy. Ani gymnema, ani cynamon nie mają w unijnym rejestrze dopuszczonego oświadczenia zdrowotnego; wnioski dla substancji roślinnych z tego obszaru pozostają nierozpatrzone od lat, a przetłumaczenie takiego zdania na polski zamieniłoby cudzy napis w twierdzenie naszego sklepu. Piszemy więc, czym te rośliny są. Gymnema to pnącze z lasów Indii i Sri Lanki, a surowcem są jej liście. Cynamonowiec wonny to drzewo, z którego kory pochodzi cynamon kasja znany z kuchni. Salacia to pnącze z Cejlonu i południowych Indii, tu w postaci wyciągu z korzenia. Inulina jest rozpuszczalnym błonnikiem z korzenia cykorii podróżnika — rośliny, której niebieskie kwiaty zna każdy polski przydrożny rów. Kwas alfa-liponowy to związek siarkowy obecny w komórkach i w mięsie. Tyle, bez „wiadomo, że…” i bez sugerowania działania sąsiedztwem akapitów.
Front pudełka niesie trzy zielone paski po angielsku, z których dwa mówią o poziomie cukru i glukozy we krwi, a trzeci o naturalnym pochodzeniu składników i braku GMO. Kupujący je zobaczy, więc mówimy, że są; nie robimy z nich jednak polskich haseł tej strony, bo obowiązuje je dokładnie ta sama zasada co zdanie o chromie. Jedno z nich jest zresztą wydrukowane z literówką — zamiast „NORMAL” widnieje „NORMAI”.
I rzecz najważniejsza, o którą chodzi najbardziej. Cukrzyca typu 1 i typu 2 to choroby: rozpoznaje je lekarz, prowadzi się je latami, a leczenie opiera się na lekach, insulinie, diecie i pomiarach. Suplement diety nie leczy cukrzycy, nie cofa jej, nie zastępuje metforminy ani insuliny i nie jest powodem, żeby cokolwiek odstawić albo przesunąć wizytę. Jeśli mierzysz glikemię i chcesz do swojej codzienności dołożyć nowy preparat, powiedz o tym lekarzowi lub farmaceucie, zanim po niego sięgniesz — to jedyna rozsądna kolejność. Insulevel stoi u nas w kategorii „Poziom cukru we krwi”, bo w takich okolicach ludzie szukają gymnemy, cynamonu i chromu, a nie dlatego, że robi cokolwiek z chorobą.
Na koniec ostrzeżenie o tym, na co trafisz poza tą stroną. Polskie wyniki dla nazwy Insulevel to strony napisane jak artykuły prasowe: wymyślony profesor endokrynologii z warszawskiej kliniki, badanie na dziesięciu tysiącach osób, „99% przypadków”, przekreślona cena i „zniżka -50%”. Żaden z tych elementów nie pochodzi od producenta ani z żadnego rejestru, a składy podawane w tych tekstach różnią się między sobą i nie zgadzają z wykazem na pudełku — jedna strona dopisuje insulinę jako składnik, inna łodygę persymony. Publikujemy wyłącznie to, co jest wydrukowane na opakowaniu.