Co ten żel robi ze skórą, czego kosmetyk zrobić nie może i skąd mamy skład
Zacznijmy od tego, co kupujący i tak przeczyta na opakowaniu. Front tuby nosi angielski napis „GEL FOR VEINS”, a tylna ścianka zaczyna się od zdania „A wonderful treat for tired, heavy legs” i dalej mówi, że „the light gel contains activating extracts of horse chestnut”. Cytujemy to raz, jako brzmienie producenta, i od razu mówimy, czym nie jest: to hasła marketingowe z angielskiego panelu, a nie zatwierdzone przez kogokolwiek opisy działania. Ten sam panel zawiera jeszcze jedno zdanie, które wskazuje żylaki i pajączki jako powód użycia. Tego zdania ani nie tłumaczymy, ani nie powtarzamy jako naszego, bo wiązałoby kosmetyk z chorobą — a chorób kosmetykami się nie opisuje.
Fleboxin jest produktem kosmetycznym i to rozstrzyga o granicach tej strony. Kosmetyk podlega rozporządzeniu 1223/2009 oraz rozporządzeniu 655/2013 o kryteriach oświadczeń, i z definicji działa na powierzchnię skóry: jej wygląd, czystość, nawilżenie, odczucie dotyku. Unijny rejestr oświadczeń zdrowotnych, którym rządzi rozporządzenie 1924/2006, do kosmetyków w ogóle nie sięga — dotyczy żywności. Dlatego nie znajdziesz tu ani zdań z tamtego rejestru, ani ich kosmetycznych podróbek.
Z tego wynika rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost, bo reklamy tego żelu mówią co innego. Żylaki, pajączki i przewlekła niewydolność żylna to stany naczyń, rozpoznawane badaniem lekarskim i USG dopplerowskim. Żel nakładany na skórę nie naprawia zastawek żylnych, nie zawraca poszerzonej żyły do poprzedniego stanu i nie zastępuje ani wyrobów uciskowych, ani zabiegu, ani wizyty u flebologa. Kosmetyk może zadbać o skórę nóg i dać uczucie chłodu i ulgi po dniu na nogach — i na tym kończy się to, co wolno mu obiecać.
Skład podajemy z dwóch źródeł, które się pokrywają. Pierwsze to sama tuba: panel INCI udało się odczytać z materiału wideo z opakowaniem, w rozdzielczości, w której zdjęcia z oferty go nie pokazują. Drugie to polski opis w sklepie samego producenta, Nutra Group — wymienia te same dziesięć pozycji, w tej samej kolejności, tyle że po polsku. Tuba ma też kod kreskowy 5905549531105, a listę składników, sposób użycia i adres producenta w brzmieniu identycznym z panelem powtarza także polska oferta detaliczna tego opakowania. Nigdzie — ani na tubie, ani u producenta, ani w detalu — nie ma procentów ani miligramów przy żadnym składniku, więc żadnych ilości nie podajemy.
Warto wiedzieć, czego w tym żelu nie ma, bo reklamy tego produktu twierdzą inaczej. Strony reklamowe wymieniają escynę, eskulinę, witaminę PP, rutynę i jej pochodną troksyrutynę, ekstrakt z czerwonej papryki, „koncentrat z dziewięciu ekstraktów” oraz „4 % kompleksu BC”. Żadna z tych nazw nie występuje na wykazie INCI. Kasztanowiec jest w składzie jako wyciąg z kwiatów, nie z nasion — a escyna, o której mówią te teksty, koncentruje się właśnie w nasionach. Trzymamy się wykazu z opakowania; reszta to copywriting.
Trzy pozostałe pozycje są tym, czym są w każdym żelu: fenoksyetanol i etyloheksylogliceryna to układ konserwujący, który chroni wodną bazę przed rozwojem drobnoustrojów, a alkohol denaturowany jest rozpuszczalnikiem i przyspiesza wysychanie warstwy. Producent umieścił na tubie także napis „Dermatologically tested” — to deklaracja wykonania testu dermatologicznego, bez opublikowanego protokołu i bez liczby uczestników, więc odnotowujemy ją jako napis z opakowania i nie budujemy na niej żadnego wniosku.
I rzecz najważniejsza na koniec. Nagły obrzęk jednej nogi, ból łydki przy ucisku, zaczerwieniona i ocieplona skóra, ciemne przebarwienia w okolicy kostki albo rana, która nie chce się zagoić, to objawy wymagające pilnej wizyty u lekarza. Nie są powodem, żeby kupić kosmetyk, i nie są powodem, żeby odkładać diagnostykę o kolejny miesiąc.