Co oznacza końcówka „-bact” w nazwie i czego ten preparat nie robi
Nazwa Cystobact brzmi jak nazwa preparatu przeciwbakteryjnego i bywa tak czytana. To skojarzenie jest mylące i rozbrajamy je od razu: Cystobact nie jest antybiotykiem, nie zawiera substancji o działaniu przeciwbakteryjnym i nie zwalcza bakterii. Jest suplementem diety, czyli środkiem spożywczym, którego rola zaczyna się i kończy na uzupełnianiu codziennej diety. Człon „-bact” pochodzi z warstwy marketingowej nazwy, a nie z opisu działania.
Zapalenie pęcherza moczowego jest chorobą — rozpoznaje ją i prowadzi lekarz. Suplement diety jej nie leczy, nie skraca ani nie zastępuje terapii, także wtedy, gdy dolegliwości wracają. Ból, gorączka, krew w moczu albo objawy utrzymujące się dłużej niż dobę to powód, żeby umówić się do lekarza, a nie żeby sięgnąć po suplement.
Co zatem wolno nam napisać o składzie? Tyle, czym on jest. D-mannoza to cukier prosty pozyskiwany z kukurydzy. Chruścina jagodna to suchy wyciąg z liści w stosunku 4:1, standaryzowany na 5% arbutyny. Żurawina to suchy ekstrakt z owoców 4:1. Bioflawonoidy pochodzą z owoców gorzkiej pomarańczy. Żaden z tych czterech składników nie ma oświadczenia zdrowotnego dopuszczonego w unijnym rejestrze prowadzonym na podstawie rozporządzenia 1924/2006 — dotyczy to również żurawiny, wokół której narosło najwięcej obiegowych opinii. Dlatego wymieniamy je z nazwy i z gramatury i nie przypisujemy im żadnego działania.
Na froncie opakowania producent umieścił angielskie hasło marketingowe odnoszące się do dróg moczowych. Nie jest to oświadczenie dopuszczone w rejestrze UE, więc ani go nie tłumaczymy, ani nie powtarzamy jako własnego. Cytujemy wyłącznie to, co neutralne i sprawdzalne, a więc „FOOD SUPPLEMENT”, „30 capsules · Net weight: 17,30 g” oraz „MADE IN SWITZERLAND”. Za produktem stoi Geberich GmbH z Pfäffikon w Szwajcarii — tę informację również odczytaliśmy z opakowania.