Czym SnapOnSmile jest w świetle przepisów i czego nie robi
Zacznijmy od tego, czym ten produkt nie jest, bo katalog opisywał go inaczej. SnapOnSmile nie jest suplementem diety: niczego się nie połyka, nie uzupełnia diety i nie podlega przepisom o środkach spożywczych. Nie jest też produktem kosmetycznym w rozumieniu rozporządzenia 1223/2009 — ono obejmuje substancje i mieszaniny nakładane na skórę, zęby albo błonę śluzową jamy ustnej, a formowana z tworzywa nakładka jest wyrobem, nie mieszaniną. Nie jest wreszcie wyrobem medycznym: producent nie deklaruje przy nim żadnego przeznaczenia medycznego, a kosmetyczna nakładka nazębna nie znajduje się na liście produktów bez przeznaczenia medycznego objętych rozporządzeniem 2017/745. Zostaje kategoria najprostsza i najuczciwsza: wyrób użytkowy o przeznaczeniu wyłącznie estetycznym, objęty ogólnymi przepisami o bezpieczeństwie produktów. Dlatego nie drukujemy tu żadnego z ustawowych zdań, które Orbifarm stawia pod suplementami diety i pod kosmetykami — żadne z nich do tego wyrobu nie pasuje, a wstawienie go byłoby wprowadzeniem w błąd.
SnapOnSmile nie wybiela zębów. Pod nakładką zostaje ten sam ząb w tym samym kolorze; zmienia się wyłącznie to, co widać z zewnątrz, i tylko dopóki nakładka jest w ustach. Warto wiedzieć, gdzie przebiega granica, bo cała ta kategoria się o nią ociera: w Unii produkty do zębów zawierające ponad 0,1 % nadtlenku wodoru albo tyle go uwalniające mogą być podawane wyłącznie w gabinecie stomatologicznym, a stężenia powyżej 6 % są w obrocie konsumenckim zakazane. SnapOnSmile nie zawiera żadnego środka wybielającego i tym przepisom nie podlega — właśnie dlatego, że niczego nie wybiela.
Druga granica jest ostrzejsza. Próchnica, choroby przyzębia i wady zgryzu to choroby, które rozpoznaje i prowadzi dentysta w gabinecie. Nakładka ich nie usuwa, nie prostuje zębów, nie uzupełnia braków i nie zastępuje leczenia protetycznego ani ortodontycznego. Reklama tej kategorii mówi inaczej — landing tej kampanii twierdzi na przykład, że produkt „koryguje zgryz i wyrównuje go”, a w innym miejscu, że przywraca zębom „prawidłowe ułożenie anatomiczne”. To nieprawda i takich zdań nie powtarzamy. Gdyby wyrób rzeczywiście miał korygować zgryz, byłby wyrobem medycznym i musiałby spełnić zupełnie inne wymagania, zanim trafiłby do sprzedaży wysyłkowej.
Założona na chore albo rozchwiane zęby nakładka może zaszkodzić, i to jest realne ryzyko, a nie formalne zastrzeżenie. Przykrywa płytkę nazębną i resztki jedzenia, trzymając je przy powierzchni zęba i przy brzegu dziąsła przez cały czas noszenia. Na zębach ruchomych działa siłą, której nie kontrolujesz, bo dopasowanie odbyło się w twojej łazience, a nie pod kontrolą kogoś, kto widzi zdjęcie rentgenowskie. Jeśli masz nieleczoną próchnicę, krwawiące dziąsła, ubytki, korony, mosty, implanty, protezę albo aparat ortodontyczny — najpierw gabinet, dopiero potem kosmetyczna nakładka, jeśli w ogóle.
Na koniec materiał, bo tu źródła się rozchodzą. Opakowanie na dostępnych zdjęciach nie niesie czytelnej deklaracji materiałowej. Polskie oferty detaliczne tych samych nakładek opisują je jako żywicę termoplastyczną, która mięknie we wrzącej wodzie i twardnieje po schłodzeniu; landing kampanii nazywa materiał polipropylenem. Te dwa opisy zgadzają się co do zachowania tworzywa, a rozchodzą co do nazwy polimeru — dlatego podajemy właściwość, a nie nazwę. Jeśli reagujesz na tworzywa sztuczne, przeczytaj ulotkę z pudełka przed pierwszym założeniem.